Skip to main content



Zyta Misztal von Blechinger z Wilgą Badowską w artykule: rynekisztuka.pl/.../wilga-badowska-rozmowa-wartosci/


Poddasze wypełnia naturalne światło. Zapach farb miesza się z intensywną wonią palonej kawy. W tle śpiewa Sarah Vaughan. Pod jednym z okien stoi biurko, tuż obok stylowy kufer. Przypomina mi rekwizyt z filmu „Blaszany bębenek”. Mam wielką ochotę podejrzeć co takiego zawiera w swym środku, ale jego tajemnic pilnie strzeże metalowa kłódka. Przysiadam na drewnianej ławeczce i rozglądam się uważnie. Jest tu kącik z wygodną kanapą, przy nim stylizowany, prowansalski stolik i regał wypełniony książkami. Dostrzegam podwieszone przy stropie żarówki, wyglądają jak świąteczne girlandy. W centralnym punkcie pomieszczenia znajduję profesjonalną lampę służącą do wykonywania studyjnych zdjęć. Jej stojak w żółtym, jaskrawym kolorze na chwilę odwraca moją uwagę od reszty przedmiotów. Wokoło wyeksponowano prace w przeróżnych formatach. Wiszą na ścianach tworząc coś w rodzaju galerii lub stoją oparte o siebie, jakby ustawione w kolejce do prezentacji. Jest i dużych rozmiarów stół zastawiony farbami i przeróżnymi przyrządami. Całość dopełnia obecność maszyny drukarskiej. Wszystko to stanowi wyrafinowany warsztat do wykonywania grafiki artystycznej. Wypijam ostatni łyk czarnej kawy. W skupieniu patrzę na jeden z obrazów. Podświadomie wiem, że zainteresowała mnie ważna praca. Jest w niej niepokój i niestrudzone poszukiwania. Cywilizacyjnych korzeni? Zamazanych znaków? A może połączeń czasowych w kulturowych warstwach i śladach materii?

 


Wilga Badowska, Batik Ławice fragment, zdjęcia: Marek Misztal v. Blechinger



– Czujesz się wyjątkowa? Nosisz niespotykane imię. Imię ptaka, który swym śpiewem zwiastuje deszcz. – rozpoczynam rozmowę.

Wilga zanosi się głośnym śmiechem, rozbawiona rozpoczyna swą opowieść. Wychowała się na Warmii, wśród jezior. Najpiękniejszym wspomnieniem dzieciństwa jest kajak unoszący się na wodzie, zatopiony w niekończącym się morzu zielonych liści i grążeli, z których mama robiła jej naszyjniki. Do dziś ma sentyment do wody i wijących się rzeczułek. Dorastała w domu pośród artystów i teatralnych rekwizytów. Jej tata był aktorem, lalkarzem, dyrektorem teatru i reżyserem. Dziadek robił zdjęcia i wywoływał je w łazience, używając powiększalnika zrobionego z bańki po mleku. W domu Wilgi zwykle było głośno i ekscytująco, przez mieszkanie przewijali się liczni goście. Jako mała dziewczynka lubiła zamykać się w sobie i fantazjować, odkrywając przy tym najróżniejsze „tajemne moce”. Tak właśnie, siedząc pod stołem z kartkami papieru i kredką, nauczyła się materializować marzenia. Jeśli zapragnęła jakiejś rzeczy, której nie mogła mieć – rysowała ją sobie. Przez lata zapełniła swój świat karuzelami i jednorożcem, smokami i barwnymi nenufarami, rajskim ptactwem i łodziami starożytnego Egiptu. Wszystko co malowała obdarzała uczuciem. Rozwijała wyobraźnię i uczyła się obserwacji świata. Wybór szkoły plastycznej był oczywistością, dyplom PWSSP w Gdańsku (ASP) w pracowni prof. Kazimierza Ostrowskiego – zwieńczeniem trudu nauki. Wilga wspomina z rozrzewnieniem czas studiów. Była ulubienicą słynnego „Kacha” – ucznia Fernanda Légera, przyjaciela Aliny Szapocznikow i Jonasza Sterna. Do dziś na Gdańskiej uczelni panuje przekonanie, że pod skrzydła „Kacha” trafiali tylko najzdolniejsi. Uczył ich tajników malarstwa i namawiał do poetyckich przemyśleń. Ostrowski szczepił swym uczniom umiłowanie do plenerów.

„Natura jest tak bogata, że trzeba ją podpatrywać, a potem o niej śpiewać” – mawiał.

 


Wilga Badowska, akryl na papierze, zdjęcia: Marek Misztal v. Blechinger


 

A Wilga kocha naturę, nie trzeba jej namawiać, aby śpiewała o jej urodzie. Mentor Wilgi miał silną osobowość, ale cenił indywidualizm swoich podopiecznych. Żaden z jego uczniów nie malował w jego stylu. Wszyscy w pracowni czekali za to na sakramentalne zdanie: „Powiedz matce, że jesteś malarzem”. To stwierdzenie było ważniejsze niż obrona dyplomu. Wilga zapracowała na miano artystki w roku 1986, jej autorska technika batikowa, zdobyła uznanie mistrza, który wolał, aby nazywać go „majstrem”. Opuszczając mury Gdańskiej uczelni, świeżo pasowana na artystkę Wilga, postanowiła, że będzie żyć po swojemu, bez względu na cenę takiego wyboru

 


Wilga Badowska, zdjęcia: Marek Misztal v. Blechinger

 

„Nigdy nie dzieliłam życia na prywatne i zawodowe, moja codzienność to moja sztuka, a moje malarstwo jest całym moim życiem, nie mam innego” – mówi Wilga, pokazując mi stos kartek, zapełnionych szkicami swoich nowych projektów. Przeglądam je i jestem pełna podziwu. Jak dalece trzeba kochać to, co się robi, aby nie wątpić w słuszność swego wyboru. Wilga to artystka niebywale pracowita. Technika, którą używała przez ponad 30 lat i którą doprowadziła do perfekcji, jest żmudna i czasochłonna. Cechuje ją warsztatowa trudność, wymagająca ogromnej cierpliwości. To niezwykłe, ponieważ ludzką skłonnością jest chęć ułatwiania sobie życia. Pytam więc moją rozmówczynię, skąd w niej umiłowanie do takiej udręki. Odpowiedzią jest salwa śmiechu.

 


Pracownia Wilgi Badowskiej, zdjęcia: Marek Misztal v. Blechinger

 

– „Żadna to dla mnie mordęga” – odpowiada Wilga. – „Nigdy nie cieszył mnie szybki efekt, lubię dochodzić do celu powoli, zmagać się, eksperymentować a nawet błądzić. Jedno wynika z drugiego. To proces, w którym zawsze uczę się czegoś nowego. Wiem, że wysiłek jest dobry.

 

– Czy dobrze rozumiem? – uściślam – Mogę porównać twą sztukę do górskiej wspinaczki? Gdzie, aby zobaczyć panoramę ze szczytu trzeba się na niego wspiąć, spocić, zasapać, nabawić odcisków, a czasem odpuścić. I to nie szczyt jest najważniejszy. Istotą jest droga, nie cel?”

 

Wilga uśmiecha się tajemniczo, częstując mnie domowym wypiekiem.

 

Warto wyjaśnić na czym polega trudność w realizacjach malarskich Wilgi Badowskiej. Choć malowanie na jedwabiu kojarzone jest ze sztuką włókna, tu bliżej mu do linorytu barwnego. W metodzie matrycy traconej zwanej też metodą Picassa, chodzi o to, aby na jednej płycie stosować cięcia dla kolejnych warstw nakładanej farby (od najjaśniejszej do najciemniejszej). Wilga znalazła analogiczny sposób postępowania w technice woskowej na powierzchni jedwabiu tyle tylko, że nie używa farb kryjących. Uzyskuje też subtelny efekt pędzla, a nie narzędzia rytującego. Jej prace mają dzięki temu niebywałą głębię. Światło wydobywają zestawienia kolorystyczne potęgowane przez kolejne warstwy. Jej kreatywność wspiera perfekcyjnie opanowany warsztat, co pozwala na wirtuozerię i wyzwolenie się od ograniczeń, jakie narzucają zasady stosowania poszczególnych technik. Zaczyna od projektu, następnie tworzy przestrzeń na indywidualny eksperyment, którego efektem są kompozycje o złożonej tkance malarskiej, urzekające niepowtarzalną urodą przedstawianego świata. [ Zofia Watrak, „Wybory i przemilczenia. Od szkoły sopockiej do nowej szkoły gdańskiej”, Wydawnictwo Słowo/Obraz Gdańsk, 2001]

 


pracownia Wilgi Badowskiej, Zdjęcia: Marek Misztal v. Blechinger


Wilga jest potomkiem szkoły sopockiej – matecznika kolorystów- to wyjaśnia dlaczego często sprowadza pomysł do syntetycznego, niemal graficznego znaku, jednocześnie mistrzowsko operując kolorem. Bierze go sobie wprost z natury.

 

Jej prace są pojemne w znaczeniach. Liczy się każdy detal. Zakorzenia go w kulturowych symbolach. To zakodowane przesłanie. Należy się mu przyjrzeć wnikliwie. Wówczas można doświadczyć głębokiej świadomości uniwersalnej harmonii, która spaja zwierzęta, ptaki i rośliny w jeden organizm o niezwykłych kształtach. Tak można poczuć tożsamość z życiem manifestującym się w różnych formach. Spoglądając w głąb, pod podszewkę zjawisk odnajdziemy Wilgi sprawy tajemne, niewypowiedziane, ledwo przeczuwalne i piękne.

 


pracownia Wilgi Badowskiej, Zdjęcia: Marek Misztal v. Blechinger



 

Jej prace są pojemne w znaczeniach. Liczy się każdy detal. Zakorzenia go w kulturowych symbolach. To zakodowane przesłanie. Należy się mu przyjrzeć wnikliwie. Wówczas można doświadczyć głębokiej świadomości uniwersalnej harmonii, która spaja zwierzęta, ptaki i rośliny w jeden organizm o niezwykłych kształtach. Tak można poczuć tożsamość z życiem manifestującym się w różnych formach. Spoglądając w głąb, pod podszewkę zjawisk odnajdziemy Wilgi sprawy tajemne, niewypowiedziane, ledwo przeczuwalne i piękne.

 

Koneserzy doceniający dzieła Wilgi zdają sobie sprawę jak istotna jest profesjonalna oprawa jej prac, które najlepiej prezentują się za szybą muzealną. To praktycznie niewidzialne szkło z powłoką antyrefleksyjną, redukującą do minimum niepożądane efekty świetlne i pozwalającą na eksponowanie szczegółów z zachowaniem oryginalnych kolorów oprawianego dzieła. Sporo zachodu ale te wszystkie zabiegi wpływają na niezwykły efekt końcowy. Kto raz spotkał się osobiście z pracami Wilgi Badowskiej doceni ponadczasową wartość jej sztuki. Sztuki, która zawiera w sobie zarówno unikalną estetykę jak i naukę, filozofię i pewnego rodzaju mistycyzm.

 


Wilga Badowska,Batik Fotel, zdjęcia: Marek Misztal v. Blechinger



 

Spędzam w pracowni Wilgi kolejną godzinę, czując się jakbym przebywała w równoległym wymiarze, gdzie czas płynie inaczej. Słuchamy teraz Chata Bakera. Oto pojawia się kolejny wątek naszej rozmowy. Wilga wierzy, że wszystkie skutki mają swoje przyczyny, a charakter człowieka jest sumą jego myśli, słów i działań. Sam człowiek zaś, jest jedynym twórcą otoczenia, własnych reakcji, swojej przyszłości i wreszcie ostatecznego przeznaczenia.

 

– „Odkąd pamiętam fascynuje mnie natura. Czuję, że jestem jej częścią” – zwierza się Wilga. „Nie przepowiadam deszczu, jak moja ptasia imienniczka ale jestem niczym barometr, przeczuwam. Moja intuicja prowadzi mnie do prawdy o kondycji istoty ludzkiej. Dostrzegam znaczenia pojawiające się w domysłach i odczuciach. Ufam sobie ale staram się być również tolerancyjna wobec innych punktów widzenia. Nasz współczesny świat bywa dychotomiczny. Postrzeganie (widzenie) to jedno, a myślenie to drugie. Impulsem do zmiany myślenia może być ulotny zachwyt i próba zatrzymania go. Docenienia tego, co jest. Lubię wpadać w trans, który pozwala mi odczuwać i być odczuwaną. To niesie wyzwolenie i nadzieję. Wtedy moje obrazy robią się jakby prostsze – jestem odważniejsza. Chcę, by moja prace „rosły” wraz ze mną.”

 


Wilga Badowska, zdjęcia: Marek Misztal v. Blechinger

 

Rozumiem o czym mówi Wilga, zauważyłam ten moment rozczepienia. Zostałam przecież zaproszona do jej „drugiej pracowni” i patrzę na bardzo dojrzałe realizacje. Moja intuicja podpowiada mi, że spotkałyśmy się w momencie przełomowym dla jej twórczości, w przeddzień wyboru jej nowej drogi, którą może podążać dalej, tylko dzięki temu, że doszła aż tutaj. To świetna konkluzja – Wilga – mistrzyni malowania warstwami, dzięki swym doświadczeniom może wejść na kolejny poziom, dołożyć „kolejną warstwę” poprzez swą sztukę manifestując skomplikowaną, ludzką naturę. Dokąd prowadzi ta ścieżka?

 

Sądzę, że Wilga w swoich najnowszych pracach próbuje zrozumieć w jaki sposób „kolor zjawia się”, bada więc odczuwanie koloru, biorąc pod uwagę całą strukturę środowiska w jakim on występuje. Kolor posiada swą dynamikę, a wzajemne oddziaływania barw kreują stosunki przestrzenne wytyczając je na płaszczyźnie obrazu. To fakt nie tylko znany wielkim kolorystom, jego konsekwencje zostały przez nich opanowane i odpowiednio stosowane. Wilga Badowska w swej pracy z kolorem posługuje się czymś więcej – to kompromis pomiędzy wiedzą a intuicją. Tworząc pomost pomiędzy przyrodniczym traktowaniem zjawisk barwy a estetyką, łączy czynniki fizyczne i chemiczne z fizjologicznymi i psychologicznymi, wypracowując nowy kod porozumiewania się za pomocą koloru. Jej obrazy, to dzieła totalne, pełne nowej siły perswazji. Z niecierpliwością czekam na jej kolejną wystawę – zwieńczenie nowego projektu.

 


Wilga Badowska, Fragment abstrakcji, zdjęcia: Marek Misztal v. Blechinger

 

– Nie prowadzisz normalnej egzystencji. Dlaczego wybrałaś trudne życie artysty, po co malujesz? – pytam.

– Szukam dowodu na sens istnienia. Maluję, bo tylko tak potrafię nazywać prawdziwą wartość – odpowiada Wilga, po krótkim namyśle.

– A co nią jest? – dociekam.

– Sprawczość. Chcę sprawiać, aby życie stawało się arcydziełem.

 


Wilga Badowska Sopot, zdjęcia: Marek Misztal v. Blechinger

 

Wilga Badowska uprawia malarstwo stosując różne techniki na różnego rodzaju podłożach – tempera, pastel, olej, batik na jedwabiu. Tworzy akwaforty, grafiki oraz rysunek . Jest ilustratorką dla wielu książek. Jej twórczość określana jest jako uwodzicielska i pełna symboliki. Prezentowała swoje prace na ponad sześćdziesięciu wystawach indywidualnych i zbiorowych w kraju oraz zagranicą: Bornholm (Dania), Berlin i Hamburg (Niemcy), Elnesvogen (Norwegia), Tokio (Japonia). Jej prace znajdują się w zbiorach muzealnych i prywatnych w Polsce, Ameryce Północnej, Japonii oraz Australii.

 

il. góra: Wilga Badowska w pracowni, zdjęcie: Marek Misztal v. Blechinger

 

Zyta Misztal von Blechinger


 

Wilga Badowska uprawia malarstwo i grafikę. Studia artystyczne w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Gdańsku ukończyła dyplomem w 1986r. W pracowni Kazimierza Ostrowskiego. 

Maluje głównie na jedwabiu własną techniką batikowo – pastelową, także technikami tradycyjnymi (tempera, pastel), uprawia grafikę warsztatową, rysunek (m. in. prasowy), ilustruje książki. 

Swoją twórczość prezentuje na wystawach indywidualnych i zbiorowych w galeriach w kraju i na świecie. 

Jej prace znajdują się w zbiorach muzealnych i prywatnych w Polsce i za granicą – w krajach europejskich, Ameryce Północnej, Japonii, Australii. 

*** 

Studiowała w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Gdańsku. Dyplom zrobiła w 1986 w pracowni malarstwa prof. Kazimierza Ostrowskiego. 

To co wyróżniało Wilgę Badowską już u progu jej twórczości, to niezwykła wyobraźnia, która obserwowaną i doświadczaną rzeczywistość, przekształcała w poetycką iluzję ukrytych treści i znaczeń. Każde z jej fantazyjnych przedstawień ma swoje źródło i pierwowzór, czerpany z najbliższego otoczenia i osobistych przeżyć, własną narrację, ukrytą pod warstwą bogatej materii malarskiej i arabeską linii, definiujących indywidualizm postrzegania świata. A jest to świat niejednoznaczny, wkracza bowiem w mityczną fantazję, zakorzenioną w kulturowych znakach i symbolach, co pozwala odbiorcy na własną identyfikację w różnorodnych odczytaniach. Początkowo fantastyka przedstawień bliska była poetyce groteski. Animowany świat przedmiotów, roślin i zwierząt ulegał swoistej antropomorfizacji. W ostatnich latach mniej pojawia się tworów groteskowych, choć pozostaje bogactwo form ornamentalnych i skłonność do specyficznej stylizacji. Uprzywilejowanymi motywami kompozycji Badowskiej pozostaje przyroda, która nabiera cech autonomicznych. Harmonia i piękno spaja zwierzęta, ptaki i rośliny w jeden organizm o płynnych, miękkich liniach, niezwykłych kształtach i barwach. Obdarza go autorka osobliwym własnym utajonym życiem. 

Choć Wilga Badowska uprawia różne dyscypliny, rysunek, grafikę artystyczną, ilustrację, to najpełniej wypowiada się w malarstwie na jedwabiu, w którym kondensują się wszystkie środki wyrazu wypracowane w tych innych autonomicznych dyscyplinach. Od lat rozwija i udoskonala własną technikę batikową, kojarzoną bardziej ze sztuką włókna, ale w realizacjach malarskich Badowskiej wywodzi się raczej z bliskiego jej linorytu barwnego. W metodzie matrycy „traconej”, zwanej metodą Picassa, która pozwala na jednej płycie stosować cięcia na kolejnych warstwach nakładanej farby od najjaśniejszej do najciemniejszej, Badowska znalazła analogiczną metodę postępowania w technice woskowej na powierzchni jedwabiu tyle tylko, że nie może używać farb kryjących i uzyskuje bardziej efekt pędzla niż rytującego narzędzia. W swoim batikowym malarstwie wykorzystuje także szablon, temperę i pastele. Jej kreatywność w łączeniu tradycyjnych technik jest dowodem na to, że ich znajomość i perfekcyjne opanowanie warsztatu, pozwala na wyzwolenie spod ograniczających zasad poszczególnych technik, tworząc tym samym przestrzeń na indywidualny eksperyment, wzbogacający własne środki wyrazu. Ich efektem są kompozycje o bogatej i złożonej tkance malarskiej, urzekające urodą i magią przedstawionego świata. 

Autorka aktywnie uczestniczy w życiu artystycznym. Bierze udział w plenerach oraz licznych prestiżowych wystawach w kraju i za granicą. Jej prace znajdują się w zbiorach muzealnych i kolekcjach prywatnych w Europie, Ameryce Północnej, Japonii, Australii. 

Zofia Watrak 

*** 

Bogata w różnorodność form fantastycznych i dekoracyjnych, pełna magicznej symboliki twórczość Wilgi Badowskiej ma wiele z poetyki groteski. W jej wyobraźni najbliższe otoczenie podlega swoistej animacji. Przedmioty obdarowuje duszą, jakby uczłowiecza, przydając im indywidualne cechy.(…) Obok przedmiotów bohaterami jej kompozycji są zwierzęta, a szczególnie uprzywilejowane są te o osobliwej, niepokojącej naturze, płynnych, miękkich liniach i niezwykłych kształtach.(…) W pomysłowości ornamentacyjnych form kryje się symbolika ludzkiego losu. Droga od narodzin do śmierci alegoryzowana jest obrazami swobodnie czerpanymi z baśni, mitów, kabały czy kart Tarota.(…) 

Kompozycje Wilgi Badowskiej mają niezwykle bogatą i złożoną strukturę. Częściowo wynika to z samej techniki, łączącej starą technikę batiku z pastelami, ale i przyjętej „estetyki bogactwa”, należącej do groteski. Operuje dźwięcznymi kontrastami barwnymi, również subtelnymi transpozycjami, zmierzającymi do zgaszonych, matowych harmonii. Obok płaskich, syntetycznych powierzchni, spowitych konturem wijącej się, dekoracyjnej linii, występuje mnogość różnego rodzaju elementów abstrakcyjnych i drobnych detali. Tę różnorodną całość utrzymuje w równowadze jakby stelaż geometryzowanych, symetrycznych podziałów kompozycyjnych. Jest to malarstwo wciągające urodą i zagadkowym, magicznym światem znaczeń. 

Zofia Watrak

 

„Wybory i przemilczenia. Od szkoły sopockiej do nowej szkoły gdańskiej” 

Wydawnictwo Słowo/Obraz Gdańsk, 2001 

*** 

Wilga Badowska zanurza swe plastyczne wizje w bajecznej i mitycznej fantazji, ubiera je w poetyckie legendy, tworząc bardzo własny, osobisty obraz świata malowanego w pięknie, doskonałości i harmonii. Jej twórczość jest głęboko zakorzeniona w kulturze, odwołuje się do szerokiego spektrum znaków, mitów i cytatów, mogących liczyć na rezonans wyobrażni są to bowiem sygnały zaczerpnięte przede wszystkim z różnych porządków cywilizacji, wielce niejednoznaczne, wiodące do krainy pamięci, chociaż niekiedy wdziera się tam realność.

Tak stosowana przez Wilgę Badowską metoda zdaje się być formą poznawania prawdy o kondycji ludzkiej balansującej na granicy zmysłowości i mistycyzmu. Malarka dostrzega w rzeczywistości pulsujące znaczenia przechowane w legendach i baśniach, czasem pojawiające się w domysłach, odczuciach i wyobrażni, pobudzonej realnością świata. Wykreowana rzeczywistość zostaje ograniczona i uwięziona w tajemniczych konfiguracjach, igra dwuznacznością, wyrafinowanym klimatem przedstawiania.

Po tematy sięga do własnej wyobrażni – to model zawsze chętny i dostępny, pozwalający penetrować bez ograniczeń rejony świata wewnętrznego. Prowadzi w ten sposób, z rzadką precyzją ale i ironicznym dystansem swoje oniryczne gry, miesza świat realny z fantasmagoryczną feerią. Jest coś nieprawdopodobnego w tych skłębionych, frapująco dynamicznych realizacjach. Nie ma tu dorażności, rzeczywistość nie skrzeczy, bo nie ma tu rzeczywistości konkretnej, świata dosłowności – jest rzeczywistość duchowa. Z jednej strony spowija ją nieprzenikniony mrok, podczas gdy druga pławi się w wiekuistej jasności, kiedy autorka szuka cywilizacyjnych korzeni, próbuje odczytać zamazane znaki, połączyć czasy i „warstwy kulturowe”, szukając wyrazu dla spraw tajemnych, niewypowiedzianych, ledwo przeczuwanych.

Patrzy na świat oczyma mitu, na świat tak uformowany, by nie narzucał mu złudnej całości…Jednocześnie jednak poetycka wyobrażnia pozwala malarce stworzyć wyimaginowany obszar baśni, zaludniony przez pełne gracji, kapryśne w ruchach stwory. Ich gesty i pozy cechuje rytm, wciąż powracający w scenach metaforycznych, symbolicznych, coraz wyrażniej fantastycznych, tworzących sfery spójne i niezwykle sugestywne, precyzyjne, wyraziste i tajemnicze, pociągające maksymalną ilością znaczeń.

Zauważmy jednak, że gdy do tej rzeczywistości wprowadzają się uczucia, nieco bledną zamieszkujące tam mity i symbole, a wszystko nabiera nieobliczalności, radości, impetu w zmysłowym zapamiętaniu. Każdy naprężony mięsień, każda kończyna, wygięty grzbiet ma swoją ekspresję, zdradza swój charakter w ekwilibrystycznej niemal pozie. Przemyślana klarowna kolorystyka, rozłożenie kolorów i linii z drobiazgową precyzją pozwalają odnależć chybotliwą równowagę w nerwowym, niespokojnym, nieco secesyjnym konturze, wysuwając na plan pierwszy dekoracyjne wartości tego malarstwa. 

Jerzy Kamrowski